Sprawa rzekomych nieprawidłowości w jednej z najważniejszych instytucji kultury w regionie podzieliła środowisko. Z jednej strony mamy emocjonalny przekaz telewizyjny i postać aktora Janusza Młyńskiego, który występuje w roli demaskatora. Z drugiej – chłodną kalkulację urzędników, którzy podważają wiarygodność głównego oskarżyciela.
Choć opinia publiczna huczy od domysłów po kontrowersyjnym reportażu TVP na temat nieprawidłowości w Lubuskim Teatrze, w Urzędzie Marszałkowskim panuje dyplomatyczne wyczekiwanie. Łukasz Porycki z zarządu województwa ucina spekulacje o natychmiastowych dymisjach, nazywając medialne doniesienia stronniczymi i czekając na „wyrok” rzecznika dyscypliny finansów.
Był to fragment dzisiejszej Rozmowy na 96 FM. Na naszej antenie Porycki przyznał, że zarzuty dotyczące finansów są jednak zbyt poważne, by zamieść je pod dywan. Sprawa trafiła już do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych, który ma rozstrzygnąć, czy w Teatrze Lubuskim doszło do złamania prawa.
Na oficjalne orzeczenie, które może stać się podstawą do kadrowych trzęsień ziemi, przyjdzie nam poczekać przynajmniej do końca lutego.







