Mieszkańcy Zielonej Góry skarżą się na fatalny zasięg w Łężycy i Zatoniu. Wiceprezydent Jarosław Flakowski wyjaśnia, że choć miasto monitoruje sytuację, klucz do sukcesu leży w presji na operatorów oraz zaangażowaniu deweloperów.
Problem dotyczy infrastruktury, za którą bezpośrednio nie odpowiada miasto. Władze mogą jedynie apelować do firm telekomunikacyjnych podczas branżowych spotkań, ale równie ważnym narzędziem są reklamacje składane przez samych użytkowników. To one budują rynkową presję, która zmusza sieci do inwestycji.
Podczas kongresów, jeżeli spotykamy się z władzami poszczególnych operatorów, to prosimy o ponowną analizę takiego obszaru, zrobienie konkretnych ruchów, ale też tutaj inicjatywa bardzo leży po stronie mieszkańców. Mieszkańcy mają prawo składać reklamacje dotyczące zasięgu. Te reklamacje wywierają dodatkową presję na operatorów i w pewnym momencie operator musi dokonać działań
Flakowski dodał, że położenie Łężycy nieopodal lotniska nie powinno być wymówką.
To nie do końca prawda. Prawo lotnicze wprowadza pewne ograniczenia dotyczące wysokości obiektów, natomiast nie jest to technologicznie niemożliwe. W XXI wieku można takie rzeczy rozwiązać. Nasz nacisk też jest, ale nie mamy takich kompetencji, żeby zwrócić się do konkretnego operatora i powiedzieć: ‘Słuchaj, zbuduj’. To deweloper ma interes w tym, żeby sprzedać mieszkanie i to on powinien współdziałać.
Zdaniem wiceprezydenta zasięg telefonii komórkowej powinien być częścią oferty sprzedażowej wynegocjowanej przez inwestora.







